|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dziś o strychu.
Nasze Maleństwo uwielbia wyprawy. Bardzo dobrym do tego celu miejscem (szczególnie gdy nie można wyjść z domu) jest strych.
Dziś trochę o fascynacji Amelunga dziwnymi miejscami, a szczególnie strychem. Odkąd Amelung zaczął pożądnie pełzać, a w kilka tygodni później wdrapywać się po schodach, jest niezmiennie zafascynowany strychami. Nasza mała siedziba ma tę przypadłość (bądź zaletę - zależy jak kto na to patrzy), że ma coś, co tu się zwie 'converted attic'. Zjawisko to pozwala budowlańcom w tym śmiesznym kraju sprzedawać domki teoretycznie x pokojowe jako x+1 pokojowe, oczywiście najczęściej w nieoficjalny sposób. Nam to pomieszczenie służy jako graciarnia, potencjalny gabinet, a najczęściej pokój gościnny, gdzie można upchać w chwili obecnej nawet do czterech osób, zważywszy na nasze łóżkowe zasoby. Amelung bardzo lubi wyprawy w te rejony. Bez wątpienia jest to największa przestrzeń w naszym domu, poza tym ma tylko okno w skosie, co już czyni to pomieszczenie niezwykłym. Okno to jest też najwyżej położonym punktem obserwacyjnym i można dostrzec z niego passące się na łące krowy - muszę przyznać, że to odkrycie należy właśnie do Amelki, która paluszkiem i swoim 'muuu' mi o tym zakomunikowała pewnego deszczeowego dnia gdy ją do tego okna podsadziłem. Jest też na 'stych' (tak mówi o tym miejscu Ami) - tarcza z rzutkami, duża, dmuchana piłka gimnastyczna, kilka półeczek na które nasze dziecko już sięga, a gdzie można rzeczy lokować lub zdejmować. Na jednym ze skosów jest też fajna fotka Majencji z kobyłą i zdjątko hebzia, zdaje się mlecza, z którego jestem dość dumny (patrz Albumik). Choć strych do wspaniałe miejsce dla naszej Milusi, to i tak nie jest w stanie zająć jej dłużej niż przez pół godziny. Przynajmniej dzidzia wie, że na tym strychu nie mieszkają żadne baby jagi i czy potwory, którymi straszono w żłobku jej tatusia, gdy był taki jak ona ciut-ciut malutki. piątek, 31 sierpnia 2007, majulam
|